Trzy wegańskie grosze Russella Simmonsa


Każdy z nas zawsze próbuje „zmienić świat” na własną rękę. Czy to poprzez głośne i dobitne komentarze na temat opatulonej w futro paniusi w kolejce przed nami, czy też przy każdej możliwej okazji wtrącając do rozmowy z nieznajomymi: ja jestem weganką, nie, ja nie jem mięsa, jajek też nie, ani nabiału… to jest bardzo okrutne, co dzieje się ze zwierzętami… och, pan też nie lubi polowań? Że co? Że pan tylko czasami łowi ryby? Ma pan rację, to też nie jest etyczne…

Kiedy przeprowadziliśmy się daleko poza miasto, prawie 3 lata temu, przykleiłam na skrzynce pocztowej znaczek Zakaz Polowań. Cha! Cała tutejsza wieś poluje. Na drugi dzień nie było naklejki, a na trzeci dzień „przypadkowo” jakaś ciężarówka przejechała biedną skrzynkę. Już sobie przygotowałam tak silny klej, że musieliby wyrwać cały słup, bo samej naklejki nie daliby rady oderwać, ale zrezygnowałam. Mam w domu tyle zwierzaków, że nie chciałam ryzykować wojny z autentycznie uzbrojonymi autochtonami.

Ważne jest jednak to, że nie jesteśmy sami w tym, co robimy. Każdy z nas na własną rękę i na swój sposób drąży kanaliki w tym zatwardziałym społeczeństwie bez serca i bez etyki. Kiedy chodziłam do szkoły, to niemal co roku zabierano nas na urocze szkolne wycieczki do Oświęcimia, jako jedynej najbliższej atrakcji. Ludzie ludziom zgotowali ten los. Stosy włosów, stosy butów, baraki, zapach śmierci. Tylko parę lat, tylko parę obozów, a jaka trauma dla paru pokoleń. A co powiemy o paru tysiącach lat wyzysku i brutalnego mordowania zwierząt i dziesiątkach lat obozów koncentracyjnych dla krów, świń, kur, indyków, owiec? To już jest moralnie akceptowane. To już nie jest tematem filmów, powieści i rozpraw filozoficznych. Nikt o tym nie mówi. Nikt się tym nie przejmuje. Nikt nie organizuje wycieczek szkolnych, żeby oglądać stosy kopyt i stosy kości, które zostaną przetworzone na glicerynę, stosy zakrwawionych skór,

które trafią do garbarni, nie mówiąc już o reszcie.

 

Trochę się zapędziłam, bo tematem dzisiejszego bloga jest Russell Simmons, mieszkający w Nowym Jorku murzyński multiprzedsiębiorca i multimilioner, mający udziały w wielu różnych korporacjach, które zwykle sam zakładał. W 1984 roku założył pierwszą firmę wydającą płyty hip hopowe Def Jam. Stworzył kilka linii odzieżowych (Phat Farm, Argyleculture i American Classics). Jest producentem telewizyjnym. W 1998 roku został weganinem. I jak każdy z nas, próbuje wtrącać swoje trzy wegańskie grosze tam, gdzie tylko się da. Poniżej tłumaczenie kolumienki plotkarskiej z nowojorskiej gazety New York Post.

„Russell Simmons powiedział, że New York Post to tylko „plotki i kupa śmiecia”, w reakcji na artykuł na temat jego barwnego życia – ale niemal tym samym tchem poinformował swojego rozmówcę, wegeblogera, o swoim wegańskim stylu życia i o filmie o ruchu praw zwierząt „Bold Native”, który on sam promował w poniedziałek, tylko po to, żeby siedzący obok dziennikarz Strony Szóstej mógł wszystko zanotować. Mimo jego pogardy dla kolumny plotkarskiej i dla mięsożerców, których określił jako „owce”, Simmons zaoferował osobistą refleksję: Większość dziewczyn, z którymi się umawiam, jest wegetariankami… One zawsze mnie rzucają, ale nadal są wegankami.”

http://weganizm.blox.pl/strony/simmons.html

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: