„Moje wegańskie życie”


Tłumaczenie artykułu „My vegan life”

Witam was. Na imię mam Marla. Jestem weganką. Dla członków mojej rodziny, którzy przypadkowo przeczytają ten wpis, podaję, że wymawia się to WE-GANKĄ. Kilka osób (tak, z mojej rodziny, ale nie tylko), pytało mnie, co to holender znaczy. Oto krótka i prosta odpowiedź: to znaczy, że staram się, jak mogę, aby nie jeść żywności, która zawiera składniki pochodzenia zwierzęcego. Także staram się nie kupować przedmiotów (np. torebek), które są wykonane z produktów zwierzęcych.

Jest to prawie niemożliwe, aby uniknąć wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego. Książka Vegan Freak przypomina nam, że  nawet w oponach samochodowych są substancje pochodzenia zwierzęcego, a ja nie planuję rezygnować z jazdy moim samochodem w najbliższej przyszłości. Staram się po prostu zachować środkową ścieżkę w moim wegańskim życiu. To jest ciekawe stwierdzenie. Weganizm i środkowa ścieżka nie często znajdują się w tym samym zdaniu. Nawet biorąc pod uwagę zachowania zewnętrzne, weganizm jest uważany za skrajność.

Dla mnie jest to styl życia, więc nie zastanawiam się nad tym… aż spotkam kogoś, kto nie ma pojęcia, czym jest weganizm.

Zawsze widzę to tępe spojrzenie, kiedy opisuję moje wegańskie życie jakimś dziewiczym uszom. Konwersacja zwykle przebiega tak:

„Nie jesz mięsa?
„Nie, nie jem mięsa.”
„Nawet kurczaka?”
„Nie, nie jem kurczaka.”
„A ryby?”
„Nie. Ryb nie. Nic, co ma twarz”.
„Aha. I nie pijesz mleka?”
„To prawda.”
„A lody?”
„Nie. Nie jem lodów.”
„Jajka?”
„Przykro mi, jajek też nie jem.”

„Aha. To dziwne. To co ty jesz?”

W tym miejscu zwykle wymieniam orzechy i ziele. Jem migdały, nerkowce i inne orzechy. I piję herbatę kukicha.

Mieszkamy w Kansas City, Missouri, w samym sercu królestwa wołowego. BBQ jest królem. Na każdym rogu (prawie) jest stekownia. W niektórych restauracjach nie możesz nawet zamówić warzyw, w których nie byłoby jakiegoś rodzaju mięsa.

Dla mnie łatwo było z tego zrezygnować. Ale rezygnacja z dwóch rzeczy nie była taka łatwa: z czekolady mlecznej i z pizzy. Jak mogłabym żyć bez nich? Mam przyjemność wam zakomunikować, że nie było to jednak takie straszne. Kiedy zaczęłam jeść czarną czekoladę, to mleczna już wcale mi nie smakowała. Mogę stać obok całej miski M&M z masłem orzechowym i zupełnie nie czuję pokusy. A kiedy znaleźliśmy alternatywny ser bezmleczny, zaczęliśmy robić swoją pizzę (bardzo smaczną).

W rzeczywistości w tym małym krowim miasteczku jest kilka restauracji, które mają dania dla wegan, w tym nawet pizzeria. Dużo gotujemy, ale też często jemy w tych wegeprzyjaznych miejscach. I nie zrezygnowaliśmy ze wszystkich „dających ukojenie” przysmaków. Ciastka Oreos są „przypadkowo” wegańskie i jemy je od czasu do czasu.

Nie nawracam ludzi na weganizm, ale dzielę się moimi ulubionymi przepisami na mojej stronie Namely Marly. (…)

http://blogcritics.org/tastes/article/my-vegan-life/

http://www.namelymarly.com/category/namely-food/

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: