Niezwykłe efekty surowej diety

Tłumacznie artykułu Victorii Moran „Veg and the City: The Life Changing Effects of a Raw Food Diet” 

Nie wiedziałam, że można czuć się tak dobrze.

Obudziłam się nie tak dawno temu, myśląc: „To jest najbardziej szalona rzecz: Jestem dobrze po 50-tce, a czuję się rewelacyjnie.” Wiedziałam, że to właśnie jest to, co 100 lat temu ekscentryczny Arnold Ehret nazywał „Rajskim Zdrowiem”. Odczuwałam to: fizycznie i emocjonalnie.

Jestem na dobrej ścieżce już od dawna, mimo że pierwsze 30 lat mojego życia spędziłam wypróbowując różne diety  – zawsze przybierając na wadze albo chudnąc, i proporcjonalnie tracąc i odzyskując pewność siebie. I w końcu tak mnie zmęczyła ta karuzela, że zrezygnowałam i otworzyłam się na pełne wyleczenie. Opisałam etapy tego doświadczenia, i jak pójść w tym kierunku, w mojej książce pt. „The Love-Powered Diet: Eating for Freedom, Health, and Joy.” (Dieta powodowana miłością: jedzenie dla wolności, zdrowia i przyjemności.)

Kiedy jedzenie przestało być narzędziem, mogłam zwrócić się w stronę diety roślinnej, co zaowocowało głębokim oddaniem weganizmowi. Mimo że zrobiłam to, jak określił to kiedyś Ghandi, „dla zdrowia kurczaków”, dieta ta była też całkiem niezła dla mojego zdrowia. Łatwo było na niej zachować szczupłą sylwetkę i uniknąć chorób serca i cukrzycy, które nawiedziły moją rodzinę, tak ze strony matki jak i ojca.

Ale jakieś 4 lata temu zaczęło mnie korcić, żeby przejść na surowe. Nie 100 procentowo. Nie niewolniczo czy fanatycznie (z natury będąc obżartuchem z codzienną karencją, nie lubię podążać za modami i pędami). Ale moja dusza czy moje komórki czy też jakaś wewnętrzna potrzeba popychała mnie do tej zmiany. Eksperymentowałam z tym przez kilka miesięcy i podobało mi się. Ale szczypiące zimno tej pierwszej wiosny ukoił komfortowy smak gorącej zupy i sojowego chai latte. Później jednak znowu wróciła mi ta chęć przejścia na surowe. Pewnego dnia obudziłam się i nie miałam ochoty na gotowane. Następnego dnia też nie. I jest tak już od dłuższego czasu.

Nie jestem jeszcze na 100% i nie podpisuję żadnych obietnic. Chcę mieć opcję, by pójść z moją córką do jej ulubionej chińskiej restauracji i zjeść warzywa na parze z brązowym ryżem i sosem z czarnej fasoli. W moim życiu pojawi się gorąca zupa tej zimy. A ponieważ najlepiej pisze mi się w gościnnym Starbucksie, nie odżegnuję się nawet od sojowego chai latte. Po prostu piję je dużo rzadziej. Zdarza się, że przez kilka dni pod rząd jem tylko surowe, a w dni, kiedy zdarza mi się zjeść coś gotowanego, to jest to zwykle tylko jedna rzecz, czy to pieczony ziemniak, czy cieciorka w sałatce. To nie jest małżeństwo czy religia; jest to eksperyment dotyczący niezwykłej witalności.

Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam po zmianie diety, było to, że czułam się taka szczęśliwa. Mój zwykły stan zadowolenia podskoczył o kilka szczebli. Kiedy ludzie kiedyś pytali mnie: Jak się masz? odpowiadałam „w porządku”. Taka była prawda. Teraz raczej odpowiadam „wspaniale!” i tak naprawdę jest.

Mgła się rozproszyła. Poczucie szczęścia przybyło jeszcze przed energią i siłą i klarownością, ale one też przyszły.

Piję soki i jem owoce, i sałatki, i szejki. Jem także suszone owoce, surowe desery, „chlebek” i krakersy i chipsy z jarmużu zrobione w dehydratorze.

Ale przede wszystkim dużo i dużo (i dużo) zieleniny: zielone soki, zielone sałaty, zielone szejki, marynowaną zieleninę. Używam orzechy i nasiona w przepisach i czasami jako przekąskę. Jem kilka razy w tygodniu awokado, i często używam sosów sałatkowych, które zawierają olej lniany lub konopny.

Czuję, że mój organizm jest zrównoważony i odżywiony, i nigdy nie mam tego ciężkiego uczucia z powodu zbytniej ilości tłuszczu w jedzeniu. Poza tym, po przejściu na surowiznę, straciłam ponad 2 kilo, których nie zamierzałam zrzucać. Jeżeli coś z tego wróci, to będzie w porządku.

Nie przejmuję się też cukrem. Jem świeże owoce, wkładam banany do szejków i robię desery z daktylami, tu i tam wlewam odrobinę syropu klonowego.

Ktoś mi powiedział, kiedy po raz pierwszy wychodziłam z okresu obżarstwa: „Nie możesz tego robić z uczuciem lęku.” To samo dotyczy surowego. Musi to być radosne i odkrywcze.

Obcy ludzie komentują, że moja cera „błyszczy”. Wiem, że mówimy o warzywach, nie cudach, ale wyglądam młodo jak na mój wiek (i młodziej niż 4 lata temu). Zdaję sobie sprawę, że jestem dojrzałą kobietą i przyjdzie dzień, z cudowną dietą czy bez, w którym stanę się malutką starszą panią. Ale ten stan się odwleka. Nie wiem, na jak długo, ale dzisiaj dobrze się bawię, kiedy ludzie w siłowni starają się mnie rozszyfrować: nie jestem młoda, nie jem białka zwierzęcego, ale buduję masę moich mięśni. To zaprzecza ich poglądowi na świat. (…)

Zainteresowanych zabieram do surowych restauracji i przekazuję informacje, które mi pomogły:

• Nie należy tracić zbyt dużo wagi. Zdaję sobie sprawę, że może to zabrzmieć jak problem luksusowy, ale na diecie surowej trzeba jeść wystarczająco.

• Naucz się kochać zielone warzywa. Jedz dużo sałat. Rób sobie zielone lemoniady – z sałaty, jarmużu, jabłka, cytryny – w swojej sokowirówce. Rób sobie zielone szejki. W blenderze zmiksuj owoce i dodaj zielone warzywa – sałatę, szpinak, jarmuż, zmienią kolor szejku, ale nie smak.
• Znajdź książkę z łatwymi surowymi przepisami. Ja korzystam z Jennifer Cornbleet „Raw Food Made Easy”.

• Należy też regularnie brać witaminę B12. (…)

http://www.huffingtonpost.com/victoria-moran/veg-and-the-city-paradise_b_683308.html

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: