„Moja droga do etycznego weganizmu”

Tłumaczenie artykułu z nowojorskiego huffingtonpost.com:

Victoria Moran „Veg and the City: My Journey to Ethical Veganism”


Przypuszczam, że nią jestem: aktywistką – na rzecz zwierząt i wegańskiego stylu życia. Jednak kiedy słyszę to słowo, to rozglądam się dookoła, czy ta osoba na pewno mówi o mnie. Nie mam nastawienia aktywistki. Lubię słuchać różnych punktów widzenia i opinii innych ludzi. Lubię mieć dobre stosunki z ludźmi. Nawet lubię być lubianą, chociaż aktywiści każdego ruchu powinni pozbyć się tego inwalidztwa już na samym początku.

Pochodząc z typowej średniozamożnej rodziny, będąc jedynaczką, z oddaniem zaczęłam przestrzegać diety roślinnej i bronić praw zwierząt, prawdopodobnie z powodu kilku zdarzeń z wczesnego dzieciństwa.

Kiedy miałam 7 lat, wróciłam ze szkoły do domu i z dumą zaczęłam recytować mojej babci 4 podstawowe grupy żywności, złotą standardową edukację ówczesnych lat: mięso, nabiał, warzywa i owoce oraz chleb i zboża. Babcia, wieczna sceptyczka, odpowiedziała: „Są ludzie, którzy nigdy nie jedzą mięsa. Nazywają się wegetarianami. Mogłabym cię zabrać do Unity Inn (semi-wegetariańska restauracja prowadzona przez kościół na przedmieściach Kansas City) i kupić ci hamburgera zrobionego z orzeszków ziemnych. Wydawałoby ci się, że jesz mięso.” „Och,” pomyślałam – „ja prawie zupełnie nic nie wiem.”

Dwa lata później, kolejne zdarzenie popchnęło mnie do mojej podróży w stronę weganizmu. Poszłam na wystawę Boat, Sport & Travel Show, która odbywa się co roku w centrum kongresowym w śródmieściu Kansas City. Moja rodzina nie interesowała się łodziami, sportem czy takim typem podróży, ale wszyscy inni tam poszli, więc poszliśmy i my. W tym właśnie roku jedno stoisko miało duże akwarium z rybami z napisem: „Dzieci łowią za darmo”. Za darmo to była dobra cena, i pomyślałam, że „złapać rybę” to było to samo co „złapać piłkę” – dobra zabawa dla wszystkich. „Złowiłam” jedną natychmiast, ale nie byłam przygotowana na to, że ona (on?) będzie się z taką siłą wyrywać. Ledwo mogłam utrzymać wędkę, kiedy właściciel stoiska wyrwał mi linkę i rozbił głowę ryby o metalowy stół. Nie byłam przygotowana na ilość krwi, jaka wytrysła z tej martwej już istoty, którą włożono do worka i wręczono mi. Zabiłam. Nie miałam takie zamiaru, ale to zrobiłam. Włożyłam roztrzaskane zwłoki do kosza na śmieci w damskiej ubikacji i poprosiłam Boga, żeby mi wybaczył. Musiałam to zrobić bezpośrednio. To nie był taki grzech, który mogłam zanieść do spowiedzi.

Będąc uczennicą szkoły średniej, miałam inne zdarzenie. Na zajęciach z biologii robiliśmy sekcję dżdżownicy. To nie było dobre uczucie. Wiedziałam, że potem będą żaby, a po nich koty. Poprosiłam o przeniesienie do klasy o profilu humanistycznym, gdzie nie było zajęć z laboratorium. Nauczyciel powiedział: „ale ta klasa nie przygotowuje na studia.”

„Mnie nie zależy. Ja nie chcę, żeby jakieś zwierzęta umierały po to, żebym ja poszła na studia.” Nauczyciel obniżył swoje okulary osadzone na jego nosie w średnim wieku, żeby bliżej przyjrzeć się mojej szczerej, nakrapianej trądzikiem twarzy: „Ale mięso jesz, prawda?”

O mój Boże: on miał rację. Ten człowiek uczył biologii, ale powinien uczyć logiki; jego rozumowanie było nie do obalenia. Ja byłam oszustką przez te całe (15) lat, twierdząc, że troszczę się o los zwierząt, zajadając się smażonymi kurczakami i stekami wieprzowymi, i oczywiście kotletami z Kansas City, kiedy tylko miałam okazję. Ale co w takim razie miałam zrobić? Byłam dzieckiem. Moi rodzice nie wyraziliby zgody. Co miałam jeść? Nie mogłam nawet jeszcze pojechać do miejsca z orzechowymi hamburgerami. „Jem teraz” powiedziałam mu, „ale nie będę tego robić wiecznie.” Spojrzał na mnie jeszcze przenikliwiej znad swoich okularów: ,,Wiesz co? Wierzę ci.” I popychając swoje okulary do góry, podpisał formularz o przeniesieniu.

Podobały mi się nauki humanistyczne. Uczyliśmy się o zdrowiu i seksie. Dostałam się na studia mimo wszystko. Ale przed studiami odkryłam jogę. Wtedy nie była jeszcze popularna (ludzie mylili „jogę” z „jogurtem” i nie darzyli zaufaniem ani jednego ani drugiego). Ja uwielbiałam jogę. Pomogła mi połączyć moje niewydarzone „ja” z moją duchowością. A opierała się ona na kodzie moralnym, którym była ahimsa, nie-zabijanie, nie-szkodzenie. Od razu przestałam jeść lądowe zwierzęta, a potem także morskie. Nie jestem dumna z faktu, że zajęło mi ponad dekadę przejście na weganizm (bez jaj i nabiału), ale to była zwykła droga 30 lat temu. Ludzie, którym te sprawy leżały na sercu, stawali się wegetarianami i przechodzili na weganizm z czasem.

Teraz jest inaczej. Młodzi ludzie zobaczą taki film jak Earthlings (Ziemianie) albo wejdą przypadkiem na stronę PETA i natkną się na fakty, których nas nie uczono w szkole średniej i na studiach. Kiedy rówieśnicy mojej córki dowiadują się, że krowy muszą urodzić cielę, aby mieć mleko, i że męskie cielaczki na farmach mlecznych są posyłane do rzeźni na jasną cielęcinę, to mleko sojowe zwykle wygląda bardzo ponętnie. Kiedy dowiadują się, że pisklęta rodzaju męskiego dusi się lub zabija w podobny sposób, nie mają problemu odkrycia niezwykłych jadalnych rzeczy, nie zawierających jajek.

Tak więc jesteśmy w tym samym miejscu, szybko zmieniający się 20-latkowie i wreszcie zmienieni członkowie pokolenia „wyżu demograficznego”, razem tworząc ruch. Nigdy nie przypuszczałam, że będę należeć do ruchu. Ja tylko przestałam jeść zwierzęta i ostatecznie „produkty zwierzęce”, nie uświadamiając sobie, że był to akt polityczny.

Rozumiem, że społeczeństwa są organizowane na podstawie porozumień. W naszym społeczeństwie uzgodniono, że zabijanie ludzi, poza wojną, czy w celu samoobrony, jest złe. (Teraz) istnieje porozumienie, że nie powinno się posiadać niewolników, wysyłać dzieci do pracy w fabrykach, i nie pozwalać ludziom głosować z powodu ich rasy czy płci. Jednak większość akceptuje zabijanie zwierząt na jedzenie, chociaż uważają, że stworzenia te powinny być hodowane i zabijane w sposób możliwie „ludzki”. Większość kobiet i mężczyzn nie chce dokładniej sprawdzić, czy tak się dzieje, i po prostu zgodnie twierdzą, że na farmach wszystko jest w porządku. Bardzo nieliczni myślą o rzeźniach. (Czy kiedykolwiek widziałeś rzeźnię? Czy wiesz, gdzie się znajduje? Większość ludzi nie wie.)

Przyjmując to, że żyję w kulturze, która uważa moje przekonania za nie należące do ogólnie akceptowanych norm, moim celem – moim aktywizmem – nie jest sprzeczanie się z tymi, którzy uważają, że mam bzika. Zamiast tego, staram się być przykładem dla zainteresowanych, źródłem informacji dla zaciekawionych i przewodnikiem dla osób nowych na tej ścieżce życia – takich jak ta kobieta, którą spotkałam wczoraj – babcia urodzona w Izraelu, która powiedziała mi, że nie je żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego od marca. „Przejrzałam na oczy.” – powiedziała – „I mówię o tym innym ludziom, bo nigdy nie wiadomo, kto jest gotowy, żeby się obudzić.”

http://www.huffingtonpost.com/victoria-moran/ethical-veganism_b_659640.html

http://video.google.pl/videoplay?docid=-7105458742770657802&q=film+ziemianie&total=39&start=0&num=10&so=0&type=search&plindex=0#

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: