Mięso jest dla mięczaków

John Joseph jest punkrockowym wokalistą z Nowego Jorku. Był członkiem zespołu Cro-Mags. Założył swoje wydawnictwo Punkhouse. Zamierza też otworzyć wegańską restaurację w NY. Za miesiąc ukaże się jego wegańska książka pt. Meat is for Pussies/Mięso jest dla mięczaków (napisana dosadnym nowojorskim slangiem), która tak się zaczyna:

Kto rozpowszechnia te bzdury, że mięso zrobi z ciebie macho? Domyślam się, że to te same kanalie, które ci mówiły, że facet, który pali Marlboro to ogier. Jedzenie bezbronnych zwierząt nie zrobi z ciebie twardziela, drętwielcu. Zrobi z ciebie tchórza. Chcesz jeść mięso? Zamiast kupować ładnie opakowane części zwierzęcia zabitego na farmie przemysłowej, pokaż, że masz jaja i spróbuj tego: idź do lasu lub dżungli, złap zwierzę gołymi rękami, rozerwij je na kawałki i zjedz. Gwarantuję ci, że odkryjesz wtedy, jakim jesteś mięczakiem, bo dostaniesz kopa w tyłek, jak ten idiota w telewizyjnym programie „When Animals Attack” (Kiedy zwierzęta atakują).

W ciągu lat spotkałem wielu ciężarowców z Holandii, i oni do mnie zwykle mówią tak: „Ej, ja to muszę mieć mięso, bo to daje mi agresję”. Albo mój ulubiony mit proteinowy: „Ej, skąd bierzesz swoje proteiny, człowieku?” – tak jakby jedynym źródłem protein były martwe rozkładające się zwłoki. W rzeczywistości mamy dziesiątki źródeł białka, które nie wymagają systematycznego więzienia, torturowania i mordowania zwierząt. A jeśli chodzi o agresję, znam wegetarianów, którzy cię rozszarpią na cholerne kawałki w ciągu nowojorskiej minuty.

Ci wszyscy ludzie uwierzyli w kłamstwa i propagandę łotrów z przemysłu mięsnego, najbardziej wpływowych lobbystów w USA. Czy pamiętacie tę kampanię reklamową sprzed paru lat? „Beef it’s what’s for dinner” (Gra słów/ dosł. Wołowina jest na obiad). Tak, i do tego rak, stwardnienie tętnic, wysokie ciśnienie, impotencja, a także dziesiątki innych chorób pochodzenia mięsnego. To jest twój karmiczny deser.

Mam dość ludzi, którzy są nieświadomi faktów, lub co gorsza, prowadzą swoją grę, pogardzają wegetarianami, ponieważ nam leży na sercu dobro zwierząt i środowiska. A co, chciałbyś żyć na jałowym pustkowiu, kmiocie?

Tak więc, zacznijmy od początku, od tego, kim jestem. Nie jestem jakimś New Age, makrobiotyczno-psychotycznym badziewiem, próbującym wmusić w ciebie kiełki. Chce mi się rzygać, kiedy spotykam większość ludzi z New Age. Faktem jest, że ja na pewno miałem trudniejsze życie niż 90% z was. Wystarczy przeczytać moją pierwszą książkę „The Evolution of Cro-Magnon”. Byłem w sierocińcach, w domach zastępczych, gdzie znęcano się nad dziećmi, w domach dla chłopców, na nowojorskich okrutnych ulicach w połowie lat siedemdziesiątych mając 14 lat; strzelaniny, okaleczenia nożem, zamykania, narkomania, bezdomność, branża muzyczna i lista jest długa. Tak więc, jeśli ktoś coś wie o tym, jak być twardym i jak walczyć, to jestem ja. Co daję ci w tej książce, to bez owijania, w stylu nowojorskim, informacje dla twoich komórek mózgowych na temat prawdziwie zdrowej i odżywczej żywności, i nie robię żadnych uników.

Szczerze mówiąc, nie można winić was, pieprzeni mięsożercy, że odrzuca was dieta wegetariańska, kiedy patrzycie na większość wegetarianów. Pierwszą rzeczą, jaką mięsożercy mówią mi: „Cholera, jesteś wegetarianinem?” Wiem, co mają na myśli. Większość wegetarianów wygląda jak słaba pieprzona fasolka strączkowa. Ale ja w tym jestem od dawna, prawie 30 lat, i jestem wysportowany jak mało kto. Nie jest rzadkością, że w ciągu normalnego dnia przebiegnę 16 km, ćwiczę na siłowni, podnoszę ciężary, potem przez godzinę trenuję na worku. Rok temu, w 07, brałem udział w maratonie Marine Corps Marathon, i przegoniłem każdego frajera z zespołu, z którym biegłem, a niektórzy z nich byli o połowę młodsi ode mnie. Kiedy przybiegli na metę i zobaczyli mnie odpoczywającego i jedzącego kanapkę, mówili: „Cholerny staruszek”.

W wieku 45 lat, dalej rzucam się w tłum ze sceny, uprawiam jak maniak trójbój, i uważam, że tę wieczną młodość zawdzięczam dwóm rzeczom: wytrwałemu treningowi i, co jest najważniejsze, właściwemu wyborowi żywności. Od lat trenuję w różnych siłowniach i obserwuję trenerów, którzy instruują ludzi, i jedno, co jest absurdalne, to to, że przeważnie nie mają bladego pojęcia o dietetyce.

http://blogs.miaminewtimes.com/crossfade/2010/02/interview_john_joseph_cro_mags_churchills_pub_miami_2010.php

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: