Zwykły gołąb?

Kiedyś zawsze modliłam się do kogokolwiek tam u góry, żeby nie natknąć się na ulicy na jakieś zwierzę, które potrzebuje pomocy. Nie dlatego, że nie chciałam im pomóc (wręcz odwrotnie), ale dlatego, że nie wiedziałam jak. Czasy się zmieniły i teraz zawsze przeglądam okolicę, szukając rannych czy okaleczonych stworzeń… Kilka lat temu powoli jechałam samochodem koło mojego bloku, gdzie mieszkają stada gołębi, które ktoś z uporem karmi na jezdni, i zobaczyłam ptasie zgromadzenie. Jeden gołąb był rozjechany. Wysiadłam z samochodu zobaczyć, czy żyje, ale niewiele z niego zostało. Rozejrzałam się i zobaczyłem to małe stworzenie, leżące na trawniku, które nie mogło ode mnie uciec. Miało rozjechany cały bok. Nie myślałam, że przeżyje. Ktoś najechał celowo na ptaki, ponieważ droga jest szerokości trzypasmówki, a jest tylko jeden pas w jednym kierunku i ogromne ograniczenie prędkości.

Zabrałam malucha i męczyłam go przez 3 miesiące różnymi maściami, spryskiwaniem etc., zastrupił się ptaszek i o dziwo przeżył. Nazwaliśmy go E.T., bo wyglądał jak przybysz z kosmosu. Minął rok i ET fruwała sobie po mieszkaniu, odwiedzała papużki, gapiła się na koty. W tym właśnie czasie zaczęliśmy się przeprowadzać w miejsce bardziej ustronne, bardziej odpowiednie dla naszego zwierzyńca. Ostatniego dnia przeprowadzki, kiedy znosiłam na dół paczki, zobaczyłam pod drzwiami klatki siedzącego gołębia, w stanie katatonii.

Zabrałam go do domu, potem do gołębiej kliniki i okazało się, że choruje na bardzo niebezpieczną chorobę Newcastle. Jest to choroba wirusowa i łatwo przenosi się na inne ptaki, szczególnie gołębie. Ale moja głęboka wiara w nie-zabijanie, nie pozwoliła mi go ani uśpić, ani zostawić na ulicy. Wzięłam go ze sobą i pilnowałam, jak szalona, żeby dwa gołąbki się nie spotykały. Mieszkanko nie jest duże, tak więc było to nieludzko trudne. Minęły ponad dwa lata. ET mieszkała z papużkami w jednym pokoju, a moje ptaszyny zwykle nie są zamykane w klatkach, z małymi wyjątkami. ET uważała, że jest papugą. Stawiała się swoim miękkim dzióbkiem i malutkimi łapkami do dużych ar. W końcu ktoś jej odgryzł palca… Bardzo się zdenerwowałam, zaczęłam zamykać ET w klatce na noc, ale ona wtedy w ciągu dnia nie pozwoliła nikomu się zbliżyć do klatki i wskakiwała na głowy dziobatym koleżankom. Była tak odważna, że nie sposób jej było powstrzymać. Zwykle otwierała sobie drzwi, odsłaniała zasłonkę i przychodziła do mojego pokoju. Siadała mi na ramieniu i iskała moje włosy albo policzek. Kiedy ją wołałam, zaraz przylatywała. Reagowała szybciej niż papugi. Kiedy wyciągałam do niej rękę z oddali, ona lądowała na moim wyciągniętym ramieniu. Uwielbiała siedzieć na moim biurku i patrzeć na mnie godzinami. Kilka tygodni temu, kiedy wyszłam na moment na zewnątrz, któraś z papug, pewnie broniąc się, niemal przegryzła jej kark. Zabrałam ją na dobre z pokoju papug, tłumacząc ET: ty nie jesteś papugą, popatrz na swój mały nosek, a zobacz, jakie dzioby mają papugi, które rozgryzają orzechy laskowe w ułamku sekundy, masz szczęście, że żyjesz.

Podczas tych dwóch lat, ET bardzo często uciekała mi i wskakiwała do klatki, gdzie mieszka chory Upsipupsi, który wydobrzał, wygląda dobrze, ale nie może fruwać. Od dwóch lat, za każdym razem byłam przerażona, bojąc się, że zarazi się od niego tą wirusową okrutną chorobą. ET była bardzo samotna, nie mogła znaleźć bratniej duszy. Papugi ją gryzły, ja nie miałam dla niej czasu i w dodatku byłam za duża. W ciągu ostatnich tygodni, ET coraz częściej mi uciekała do niego. Razem byli tak szczęśliwi, że pomyślałam, ET jest zdrowa, silna, on jest prawie zdrowy, gdyby miała się zarazić, to już dawno by się to stało. Dlaczego ich rozdzielać. Typ wirusa, który jego zaatakował widocznie nie był taki silny, skoro on przeżył i wygląda dość dobrze.

I pozwoliłam im razem spać. Ale ET jakoś przestała wychodzić na zewnątrz ogrodzonego dla nich kącika. Nie martwiłam się tym zbytnio, bo już wcześniej miała takie momenty. Szczególnie, kiedy miała zamiar znieść jajko, zdarzało jej się nie wychodzić z upatrzonego miejsca przez kilka dni, jedynie po jedzenie. A jeszcze przedwczoraj widziałam, jak zaprowadziła swojego kolegę do pokoju papug, żeby pokazać mu, że one upuszczają rozgryzione orzeszki, które są świetnym przysmakiem, skąd od razu je przegoniłam, bo jednak Upsipupsi nie może wolno chodzić sobie po mieszkaniu. Dzisiaj rano wyjęłam ją z posłania i spojrzałam na nią, a ona opuściła ogon i skrzydła i bezwładnie zamachała nogami. Otwierała i zamykała dziobek, próbując złapać powietrze. Dałam jej trochę wody, którą próbowała wypić. Po godzinie umarła w moich rękach. Przyniosła mi miłość, radość, przywiązanie, a teraz nieopisany ból.

Nie łatwo jest mi o tym pisać, jednak warto wspomnieć, jak wspaniałymi zwierzętami są gołębie, jakie są odważne, jak oddane, jak dużo mają w sobie miłości, a przede wszystkim jak bardzo są mądre. Gołębie są absolutnie niedoceniane przez ludzi. Traktuje się je jak konieczne zło. Moja Itunia, jak ją zdrobniale nazywałam, pokazała mi, że każdemu najmniejszemu zwierzęciu należy się dobrze przyjrzeć, żeby zobaczyć tę iskrę bożą, tę pełną świadomość i mądrość w głębi jego spojrzenia. W oczach mojej Ituni jednak była tylko i wyłącznie miłość.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: