Kontynuacja BLOGA

Na razie blog został tutaj zawieszony.

Ale zapraszam na jego kontynuację tutaj.

Przepisy:

http://badzweganinem.blox.pl

Wiadomości Wegańskie:

http://weganizm.blox.pl

Zapraszam🙂

Moja wegańska historia? Jak większość rzeczy w moim życiu zaczęła się od siostry.

Najpierw wegetarianizm – miałam na niego ‘ochotę’ od małego. Zawsze czułam, że coś jest nie tak w tym kotlecie, pasztecie i innych takich specyfikach. No ale jako dziecko żadnej specjalnej wiedzy nie posiadałam😉 Gdy siostra „została” wegetarianką – tym bardziej chciałam też. Słyszałam wtedy jedną z opinii pt. „jak skończysz 15 lat, bo wcześniej to niezdrowe”. Właściwie chyba nikt nie wiedział dlaczego😉. Wyszło tak, że zaczęłam jeszcze przed skończeniem tych magicznych piętnastu lat, przeżyłam to bez żadnego uszczerbku na zdrowiu i bez żadnych, nawet małych wojen z rodzicami. Za to im bardzo dziękuję, bo wiele razy słuchałam i czytałam opowieści innych wegetarian dotyczące problemów – nawet już w dorosłym życiu – w domu, z rodzicami właśnie. Mama nie martwiła się o moje zdrowie z tego tytułu (chociaż przyznaję, że na początku mojego wegetarianizmu może i warto było😀. Jak wspomnę sobie tę mało urozmaiconą kuchnię…  typowe ‘wyrzucenie kotleta z talerza’…). Wiedziała, że sobie poradzę i krzywdy nie zrobię. Tata na swój dziwny sposób też popierał. Wyśmiewał czasem, powtarzał oklepane stereotypy i zupełnie bezsensowne żarty… ale wiele razy opowiadał wszystkim o mojej, naszej wrażliwości, z której był dumny.

Stosunkowo niedawno siostra ogłosiła się weganką. Zaczęła przedstawiać mi książki i poglądy Joan Dunayer i Garego Francione, pokazała, że wykorzystywanie zwierząt jest złe samo w sobie, nawet wtedy gdy „nie dzieje im się krzywda”, że nie ma znaczenia czy jajka są z chowu klatkowego, czy z „wolnego” wybiegu – niesprawiedliwość jest ta sama.We mnie wtedy też zaczęło to dojrzewać.. coraz więcej myślałam, myślałam, myślałam… Zaczęłam czytać więcej odpowiednich rzeczy, rozmawiałam z siostrą, dopytywałam, pytałam o jej zdanie na różne kwestie. Uczestniczyłam w kilku znaczących dla mnie dyskusjach – nawet jeśli to uczestniczenie było tylko czytaniem – i tak wiele mi dało. W końcu przestałam smarować chleb masłem, serkiem, sprzedałam skórzane glany itp. Zaczęłam bardziej zagłębiać się w sprawy etyczne. Zresztą nie tylko dotyczące bezpośrednio weganizmu, praw zwierząt (wszystkich, zatem i praw człowieka również). Ochroną środowiska i tzw. Ekologią zafascynowana byłam zawsze. Wszystkie nowe wybory wiązały się z wieloma aspektami. Cieszyło mnie eliminowanie, dochodzenie do kompromisów, świadomość konsumpcji…

Wtedy też dzięki przyjaciółce zaczęłam gotować. Zawsze podziwiałam ją i jej kuchenne poczynania. No bo jak to.. czasy licealne a ona gotuje. I to zupełnie niestandardowo! No kurczę… zazdroszczę… „chce jej się! :D”… ale ale… przecież sama też tak mogę zacząć. Czemu mam tylko zazdrościć?😉 I zaczęłam. Co więcej – kończyć nie zamierzam😀. Sprawy dietetyczne wciągnęły mnie tak samo jak etyczne. Staram się ciągle dowiadywać więcej i więcej… Pokazywać ludziom, jak prosto i przyjemnie jest stworzyć dobre, zdrowe i pięknie wyglądające jedzenie. Jeśli tylko ktoś chce się czegoś dowiedzieć  – staram się rozmawiać. Ale tylko wtedy, kiedy ktoś wykaże realną chęć odpowiedzenia sobie na postawione pytania… a nie tylko wypalić standardowym tekstem, dla zasady.

Bardzo dużo zmieniło się w moim życiu… bo ja się zmieniłam. I codziennie nie mogę uwierzyć w to, co widzę, patrząc na poczynania ludzi z siatami „niezbędnych” zakupów, pędzących z pracy do domu, narzekających na wszystko co się da, zmęczonych…  w imię „bo tak to już jest na tym świecie”.  Załamuję się, ale z drugiej strony okropnie się cieszę, że mimo swoich dwudziestu lat już wiem, że jest tak, bo tak robimy, takie a nie inne schematy powtarzamy i że każdy, w każdej chwili może to zmienić.

Siostra, przyjaciółka i cała „historia z weganizmem” spowodowały, że jestem teraz taka jaka jestem – szczęśliwa i spełniona. Nie marnująca jedzenia, starająca się szanować (prawa) wszystkich, myśląca o konsekwencjach większości podejmowanych działań, świadoma coraz większej ilości rzeczy – i chcąca mieć wpływ na zmianę tego, co zmienić trzeba.

Zawijasy ziemniaczane

Składniki:

  • pół kg mąki pszennej graham

  • łyżeczka przyprawy gharam masala

  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia

  • 1/2 szklanki oleju

  • pół kg ugotowanych ziemniaków

  • łyżeczka kurkumy, łyżeczka czarnuszki, szczypta soli

Sposób przyrządzenia:

Ugotowane ziemniaki rozgniatamy na gładką masę dodając kurkumę, czarnuszkę, sól i 1 łyżkę stołową oleju. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i gharam masala. Dodajemy olej, mieszamy, a następnie stopniowo dodajemy tyle wody, by otrzymać gładkie, miękkie ciasto, łatwe do wałkowania. Ciasto rozwałkowujemy na prostokątny placek grubości ok. 0.5 – 0,7 cm, szerokości co najmniej 20 cm.

Masę ziemniaczaną układamy na placku wzdłuż jednego brzegu, przy pozostałym brzegu zostawiając kilka cm wolnego miejsca – na sklejenie ciasta. Zwijamy ciasto zaczynając od brzegu, przy którym jest masa. Kroimy krążki grubości ok. 1,5 cm i układamy na wysmarowanej olejem blasze. Pieczemy w średnio nagrzanym piekarniku przez ok. 15-20 min.

Wybory w naszym życiu

Często zastanawiam się nad kwestią uczciwości. Kiedy byłam dzieckiem, było to naturalne, że zawsze postępowałam zgodnie z moim sumieniem. Nigdy nie wzięłam nic, co leżało na ulicy, bo oczywiście ktoś musiał to najpierw zgubić. Ja uważałam, że jeśli każdy to zostawi na swoim miejscu, to osoba, która to zgubiła w końcu wróci tam i znajdzie to. Zawsze porządnie odwieszałam przymierzane ubrania na miejsce, czyściłam brudny zsyp na śmieci. Zawsze zwracałam uwagę sprzedawczyni, że wydała mi za dużo pieniędzy, itd. itd. Jednak z wiekiem, sprawy już nie pozostały tak przejrzyste. Na przykład, czasami nie zwracam uwagi sprzedawczyni, że policzyła mi za mało, dlatego, że obok stoi jej szefowa i naprawdę nie wiem, co lepsze, czy być uczciwą, czy narazić kogoś na przykrą rozmowę. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że sprzedawczyni czy sprzedawca upierali się, że mają rację, chociaż oczywiste było, że policzyli mi za mało. W takich sytuacja zwracam im uwagę 2-3 razy i jeśli nie chcą o tym słyszeć, to nie robię widowiska, tylko wychodzę.

W supermarketach odstawiam wózek bardzo często, ale zdarza mi się, kiedy jest zimno czy pada deszcz, zostawić go obok innego porzuconego w pobliżu mojego samochodu. Och, nieładnie. Kiedyś cokolwiek kupiłam, to czy to było zepsute czy bezużyteczne, to po prostu trafiało do kosza na śmieci. Dzisiaj, nie ma takiego przedmiotu, którego nie zaniosłabym z powrotem do sklepu, jeśli nie działa lub coś mi w nim nie pasuje. Nie lubię tego u siebie. Oczywiście nie wpycham się nigdzie bez kolejki, ale kiedy prowadzę samochód, to zdarza mi się zajechać drogę i wymusić pierwszeństwo, czego się bardzo wstydzę.

Robię dużo rzeczy, których nie zrobiłabym jako dziecko, kiedy miałam czyste serce i czyste sumienie, ale staram się o tym pamiętać i kontroluję swoje dorosłe zachowania, na ile mogę. Dlatego spodobał mi się ten króciutki esej Rory Freedman, który wczoraj wpadł mi w ręce, oj nie w ręce, raczej przed oczy. Oto tłumaczenie:

Rory Freedman jest weganką, aktywistką na rzecz obrony praw zwierząt i autorką bestsellera Skinny Bitch (Wegańska Bogini) http://www.roryfreedman.com

Kiedy dorastałam, uważałam, że moja mama jest okropnie denerwująca. Za każdym razem, kiedy szliśmy kupować odzież, musieliśmy powiesić wszystkie ubrania z powrotem na wieszaku, zanim oddaliśmy je sprzedawczyni. Kiedy jechaliśmy do sklepu spożywczego, to musieliśmy zawieźć wózek z powrotem do sklepu, nie mogliśmy po prostu zostawić go na parkingu. A jeśli kasjerka kiedykolwiek popełniła błąd na naszą korzyść, musieliśmy jej zwrócić uwagę i pieniądze lub rzecz, której nie policzyła. To drażniło mnie, kiedy byłam dzieckiem i we wczesnej młodości. Zawsze narzekałam: „Dlaczego nie mogę zostawić ubrań w przymierzalni?” albo „Dlaczego nie mogę zostawić wózka tutaj?” albo „Dlaczego nie możemy wziąć tej torebki, nikt nigdy się nie dowie?” Ona zawsze na to odpowiadała: „Bo tak nie należy robić”.

Teraz, jako osoba dorosła, widzę, że moja matka była i jest kobietą bardzo prawą. Ona robi to, co należy – nie dlatego, że ktoś to widzi czy dlatego, że chce być pochwalona – ale dlatego, że jest to dla niej ważne. Ona rozumie, że to, co mówi i to, co robi, składa się na to, kim jest.

Być może w przyszłości będę w stanie osiągnąć ten sam poziom integralności, jaki ma moja matka. I być może pewnego dnia będzie to mi przychodzić bez wysiłku i stanie się częścią mojej natury. W międzyczasie, wielką przyjemność sprawia mi rozpoznawanie wszystkich sytuacji, podczas których mogę wybrać integralność. To nie jest jakąś noworoczną rezolucją czy rezygnacją z przeklinania w ciągu Wielkiego Postu – to jest coś, co mi towarzyszy przez cały dzień, każdego dnia.

Zdumiewa mnie to, że w przeszłości uważałam, że zachowanie integralności jest wyczerpujące. Obecnie jest to tak oczywiste, że życie na zasadzie integralności sprawia, że wszystko jest takie proste, a zarazem znaczące.

Integracja jest darem, który ciągle nam coś daje. Nauczyła mnie wdzięczności za duże rzeczy i za małe również. Nauczyła mnie życzliwości, współczucia i hojności. Nauczyła mnie, by być uczciwą i prostolinijną w stosunku do innych, ale co najważniejsze, w stosunku do siebie. To że staram się zachować integrację, pomogło mi stać się lepszą osobą. Sprawiło, że jestem szczęśliwsza. A najlepsze jest to, że chcę służyć innym. I nie przychodzi mi na myśl nic innego, co miałoby większe znaczenie.

8 porcji owoców i warzyw dziennie chroni przed chorobami serca

Artykuł z The Telegraph.co.uk

Nowe badania wykazały, że jedzenie pięciu porcji surowych warzyw i owoców dziennie, może nie być aż tak zdrowe, jak dotąd uważano. Obecnie zaleca się, w oparciu o dane Światowej Organizacji Zdrowia WHO, aby jeść 14 uncji dziennie.

Jednak nowe badania wykazały, że dodatkowe porcje mogą zapewnić dodatkową ochronę zdrowia.

Ludzie, którzy jedzą osiem lub więcej porcji surowych warzyw i owoców dziennie mają o 22 % niższe prawdopodobieństwo śmierci z powodu chorób serca w porównaniu z tymi, którzy jedzą tylko trzy porcje – czyli tyle, ile je przeciętny mieszkaniec Wielkiej Brytanii.

Jednak w raporcie dotyczącym badań, który opublikowany został w European Heart Journal, podaje się, że wyniki te mogą być spowodowane także tym, że ludzie, którzy jedzą  więcej warzyw, ogólnie prowadzą zdrowszy tryb życia.

Jedna porcja to niecałe 3 uncje i stanowi ją np. mała marchewka, średnie jabłko lub mały banan.

Badania przeprowadzono na podstawie obserwacji 300 000 osób w wieku od 40 do 85, w ośmiu krajach.

Victoria Taylor, dietetyczka z British Heart Foundation, dodaje: ,,To badanie, polegające na obserwacji diety dużej grupy osób, zaleca zwiększenie spożywanej ilości owoców i warzyw w celu obniżenia ryzyka choroby serca.

Pomimo że od jakiegoś czasu już wiemy, iż  spożywanie pięciu porcji warzyw i owoców dziennie może pomóc obniżyć ryzyko chorób serca, to niejasne było, czy większa ilość przyczyni się do lepszych efektów.

Końcowe wyniki dają nam potwierdzenie, że jedzenie owoców i warzyw jest zdrowe dla serca.”

Profesor Sir Michael Marmot, dyrektor University College London (UCL) International Institute for Society and Health powiedział:  ,,Zwiększenie  liczby porcji ma ogromne znaczenie. Choroby układu krążenia są najczęstszą przyczyną zgonów. 22 procentowa redukcja możliwości zachorowania jest ogromna.”

Dodał także: ,,Konieczna byłaby wielka zmiana wzorców odżywiania się, aby stosować dietę, w której spożywamy 8 porcji (surowych warzyw i owoców) dziennie. Warto jest zwrócić się w tym kierunku. Przyjęcie diety w dużej mierze opartej na owocach i warzywach jest bardzo ważne dla zdrowia społeczeństwa.”

http://www.telegraph.co.uk/health/healthnews/8268269/Eight-portions-of-fruit-and-vegetables-a-day-protects-against-heart-disease.html

Dlaczego nadal jestem weganką

Tekst pochodzi ze strony thisdishisvegetarian.com i jest odpowiedzią na artykuł pt. „Dlaczego już nie jestem wegetarianką”

Jeśli chodzi o pisanie, to nie wiem, czy to błogosławieństwo czy też przekleństwo, ale jestem zwięzła i przyjemna. Podaję same fakty. Kiedy więc kolega przysłał mi mailem artykuł „Dlaczego nie jestem już wegetarianką”, w pierwszym odruchu po przeczytaniu odłożyłam go, aby któryś z naszych redaktorów na niego odpowiedział, bo wiedziałam, że moje „oj siostro, jesteś idiotką” nie tylko było nie na miejscu, ale nawet nie składało się z mojego minimum 200 słów.

Rozumiecie, kiedy ktoś mnie pyta, dlaczego jestem weganką, zawsze odpowiadam tak samo: „Bo tak należy.” Niektórzy mogą uznać to za odpowiedź wykrętną, ale czasami po prostu wiemy w swoim sercu, że robimy coś właściwie albo nie. Ja czuję, że jedzenie zwierząt jest złe. Jednak odpowiedź typu „Bo tak należy.” nie robi wrażenia na czytelnikach, tak więc postanowiłam rozciągnąć moje rozumowanie w celu napisania bardziej odpowiedniej repliki na wyżej wymieniony artykuł.

Tutaj więc prezentuję moją odpowiedź na artykuł „Dlaczego nie jestem już wegetarianką”.

Autorka, Jenna Woginrich, (podobno) została wegetarianką, kiedy „odkryła horror hodowli przemysłowej – zboczony świat linii fabrycznej, złożonej z obozów masowej zagłady, kaleczonych zwierząt, napromieniowanych zwłok i chorób w tej zgniliźnie.” Woginrich przez większość swojego dorosłego życia była wegetarianką aż do momentu, kiedy zrozumiała, że jej niechęć do jedzenia mięsa nie rozwiązuje problemu warunków życia zwierząt. Postanowiła więc hodować i zarzynać własne zwierzęta z powodu „swojej miłości do zwierząt”. Zaraz zaraz, co takiego? Zasadniczo Woginrich uważa, że nie jedzenie mięsa nie jest właściwym protestem przeciw farmom przemysłowym. Aby dać tym siedzibom tortur nauczkę, musimy wspierać małe, rodzinne gospodarstwa albo hodować swoje zwierzęta na jedzenie.

Po niewielkich poszukiwaniach materiałów na jej temat, odkryłam, że pani Woginrich puszcza w obieg ciągle ten sam artykuł.

Czy jest ona opłacana przez przemysł hodowlany czy też jest zwykłym tłukiem kochającym mięso opętanym na punkcie irytowania wegetarianów – tego nie wiem. Ale Woginrich jest bardzo zdeterminowana, żeby dzielić się swoim przesłaniem… z każdym.

Może niektórzy wegetarianie, nie jedzący mięsa w proteście przeciwko farmom przemysłowym, mogą być w stanie rozumieć jej podejście. (…)

Ja nie jestem weganką, aby zaprotestować przeciwko farmom przemysłowym (to tylko ekstra bonus), ja po prostu nie uważam, że należy jeść czujące istoty. Bez znaczenia, czy były hodowane i traktowane właściwie czy nie, bo końcowy rezultat jest taki sam – śmierć. Tak samo jak nie zjem mojego kota i psa, odmawiam strawienia zwierzęcia, które musiało zostać zabite, aby dotrzeć do moich ust.

Tak więc pani Woginrich, niech pani kontynuuje głoszenie miłości do zwierząt poprzez jedzenie ich, a ja będę dalej zachęcać do współczucia i miłości poprzez ocalanie życia.

http://www.thisdishisvegetarian.com/2011/01/1257why-i-am-still-vegan-response-to.html

http://www.guardian.co.uk/commentisfree/cif-green/2011/jan/19/vegetarian-animal-cruelty-meat

Jak zweganizować przepis na ciasto

Poniżej fragmenty artykułu How to Make a Dessert Recipe Vegan

Zweganizować? Nie jest to prawdziwe słowo, ale spotyka się je dość często wśród wegańskich społeczności. Oznacza ono, że jeśli nie możemy znaleźć jakiegoś przepisu w wersji wegańskiej, bierzemy normalny przepis i przekształcamy go w bezjajeczne i bezmleczne kulinarne dzieło sztuki.

Czasami potrzebna będzie wytrwałość, żeby ustalić właściwe proporcje, ale możliwe, że dzięki temu stworzymy lepszy deser niż ten z oryginalnego przepisu.

Kilka rad dla początkujących:

  1. Zacznijmy od dobrego tradycyjnego przepisu, który już kiedyś wypróbowaliśmy lub został nam polecony przez przyjaciół czy rodzinę.

  2. Wybierzmy taki przepis, który korzysta z niewielkiej ilości jaj, najwyżej 1-2.

  3. Mleko można łatwo zastąpić mlekiem roślinnym, takim jak sojowe, migdałowe lub ryżowe. Rodzaj mleka zazwyczaj nie ma znaczenia, ponieważ jest ono zwykle używane w niewielkich ilościach.

  4. Używanie oleju zamiast margaryny jest skomplikowane z powodu różnicy w konsystencji. Dlatego powinniśmy użyć 25% mniej oleju niż ilość masła podana w przepisie. Możemy też masło zastąpić wegańską margaryną.

  5. Biały cukier można zastąpić organicznym (unikamy cukru z trzciny cukrowej).

  6. Są różne sposoby na zastąpienie jajek w przepisie. Oto kilka przykładów:

  • Muffiny, murzynki, ciasta, batony: NIESŁODZONY MUS JABŁKOWY-1/4 szklanki = 1 jajko

  • Muffiny, ciasta, batony: JOGURT SOJOWY 1/4 szklanki = 1 jajko

  • Placki, chlebki, muffiny i ciasta, które mają zwartą konsystencję: TOFU (zmiksowane z wodą) 1/4 szklanki=1 jajko

  • Chlebki, muffiny, ciasta: PUREE Z DYNI** 1/3 szklanki = 1 jajko

  • Muffiny, ciastka, ciasta: ROZGNIECIONY BANAN 1/4 szklanki = 1 jajko

  • Muffiny, ciastka, ciasta: MĄKA SOJOWA 1 łyżka zmieszana z 1 łyżką wody =1 jajko

  • Murzynki, ciastka i chlebki: ZMIELONE SIEMIĘ LNIANE 1 łyżka siemienia zmieszana z 3 łyżkami wody = 1 jajko

Można też eksperymentować z mąką ziemniaczaną.

** Puree z dynihttp://okruszki.blox.pl/2008/10/PUREE-Z-DYNI.html

http://puqee.com/make/how-to-make-a-dessert-recipe-vegan/

http://www.veganbakingsecrets.com/?p=240

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.